Recenzje

Twarze Izy Wageman

Twórczość Izy Wageman nasuwa mi skojarzenie ze Światowidem – czterolicym bóstwem dawnych Słowian.

Z jednej strony to dziedzictwo kulturowe rozpięte na osi południe – północ [pomiędzy scyllą a hybrydą rozbitkowie bez tratw – pomiędzy], ale potraktowane z dystansem; antyczny stoicyzm wydaje się być już zmurszały, obrzędy i mity naszych pogańskich przodków – zapomniane [korzenie zapleśniały bielą / z opadłych kwiatów. łaba nakt – dobranoc]; tu i teraz tylko martwota, posucha, popiół.

Druga twarz jest zwrócona w stronę jej rodzinnych korzeni, ku wschodnim terenom Rzeczpospolitej, stąd nie dziwią obco brzmiące słowa, zapomniane – „zabyłe”, „zdarowie”, pejzaże opuszczonych domostw, zdziczałych sadów, gdzie trwają rozmowy z duchami przodków.

Twarz trzecia, przeciwległa do tej „popisanej” znakami kulturowymi, skupiona jest na przekraczaniu jednokładności bytu [Drogi w jedną stronę wracają z krzykiem. – Apotropeiony]; mamy tu bardzo osobiste i emocjonalne roztrząsania przefiltrowane przez „nerwicę” peela:

Nie żyjesz, modlisz się językiem, którego koniec
sięga Apokalipsy, ale nie pamięta początku.

Z tego można wywieść, że bez pamięci - "korzeni" i bez próby/potrzeby pogłębienia (modlitwy) możliwy jest tylko świat mściwy i obcy [stada Szorują czołami glebę. – Apotropeiony].

W końcu twarz ludzka – kobiety, człowieka otwartego i twórczego. Bycie świadome to konieczność buntu [nie jestem obłąkana / pragnę tego czego Bóg nie wymyślił - u kanoników], dojrzałość to umiejętność pożegnań [kiedy dojrzałam, odcięłam pierś /…/ coraz słabiej pachnę dziećmi – odchodzę], trwanie to trud i konieczność pokonywania siebie [zalecam rytm dla odbudowy / neu-ro-nów-i-śre-dniów-ki – mechanizm], pełnia życia to także sny i szaleństwo [byłam Albertyną to znowu Gilbertą / kotem na wierzbie. Wierzbą - w oszukiwaniu snu (ST)].

Iza Wageman tworzy poetycki obelisk; zwrócona we wszystkie - cztery strony świata obserwuje i przeżywa, utrwala obrazy i snuje refleksje. Dla mnie zwieńczeniem tego procesu była jej reakcja w momencie „prawdziwej apokalipsy”, kiedy w czasie powodzi w maju 2010 r., będąc w środku żywiołu i walcząc z nim, zapisała:

W nocy ma przejść druga, wyższa fala. Wtedy dom na wsi nabierze wody. Nie powinno mnie to interesować. Interesuje. Znam tamtych ludzi. Wiem, co czują. Niedawna sąsiadka płacze do telefonu. Woda opiera się o schody. W nocy wtargnie do środka. Nie umiem jej pocieszyć. Nie pocieszam. Oferuję pomoc. Dziękuje. Dzwoni uczeń. Ewakuował się z całą rodziną. To dobrze. Płacze. Matka również. Nie wiem co powiedzieć. Mówię od rzeczy. [Kanał. Notatki z powodzi. cz. I, (18.05.2010.)].

Czy można być bardziej Poetą?

/Bogdan Zdanowicz – poeta, wydawca/